Krakowski czas, ślub Pauliny i Grzegorza oraz sesja na Zakrzówku

Krakowski akcent czyli ślub Pauliny i Grzegorza

Ceremonia: Bazylika św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa w Krakowie (Kościół na Skałce)

Przyjęcie weselne: Muzeum Sztuki Japońskiej Manggha

Dzisiejszy wpis jest dość szczególny. Pierwsze to dzień jego przygotowania, sobota w przeddzień niedzieli wielkanocnej. Wielka Sobota jest jedynym dniem bez sakramentu Eucharystii. W kościołach nie tylko nie odprawia się mszy, jak to jest w Wielki Piątek, lecz w odróżnieniu od niego nie rozdaje się też eucharystii. Komunię można zanosić jedynie umierającym jako wiatyk.

To właśnie dziś wieczorem rozpoczynają się obchody świąt zmartwychwstania Jezusa. Po zmroku odprawiana jest bardzo uroczysta Wigilia Paschalna. Kapłan święci ogień, od którego następnie zapala się Paschał – świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. W niedzielę o świcie z wielu kościołów w Polsce wyrusza procesja rezurekcyjna. Zapowiada ją donośne bicie dzwonów głoszące, że Chrystus zmartwychwstał. Na czele procesji niesiona jest figurka zmartwychwstałego Jezusa. Potem odprawiana jest rezurekcyjna msza św., podczas której rozbrzmiewa radosny śpiew Alleluja na cześć zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią.

Czemu o tym piszę? Otóż w dniu kiedy realizowałem reportaż dla Pauliny i Grzegorza miałem okazję poznać niesamowitą osobę. Chodzi o mamę Pauliny.
Pani Alicja tego dnia była już w bardzo ciężkim stanie choroby z jaką przyszło jej się zmagać. Osoba bardzo mocno wymęczona a jednak jakże silna. Ślub jej córki był dla niej wydarzeniem, które pozwoliło odnaleźć jej niesamowitą moc. Na przekór chorobie, złemu samopoczuciu i braku sił zechciała towarzyszyć Młodej Parze podczas liturgii mszy świętej oraz częściowo w trakcie przyjęcia weselnego.

W życiu przychodzą takie dni, kiedy ktoś nam bardzo bliski i ważny odchodzi. Czasami jest to śmierć ale czasami po prostu odejście ważnej dla nas osoby, odejście tak po prostu co często ma miejsce przy zrywaniu sakramentu małżeństwa przez współmałżonków.

Tego akurat nikomu nie życzę kto tą swoją połówkę kocha szczerze.
Odejście kogoś bliskiego, ważnego wywołuje zawsze ból, smutek i łzy, tego chyba nie można negować.

Reportaż ten był dla mnie szczególny i trudny jednocześnie. Miałem poczucie, że są zdjęcia które zwyczajnie muszę zrobić. Pojawiły się też momenty, gdy zdjęć nie zrobiłem, zdecydowałem się postąpić niezgodnie z planem dnia dla fotografa.

Sprawa dotyczyła sytuacji i czasu gdy miał przyjechać Grzegorz a Paulina wyszła na jego powitanie. Normalnie moje miejsce jest wówczas przy nich by uwiecznić ten moment. Jednak zdecydowałem inaczej.

Co jakiś czas odwiedzałem dyskretnie pokój pani Alicji, w czasie gdy Paulina wyszła powitać Grzegorza ja rozmawiałem z nią. Powiedziała, że nie da raczej rady pojechać do kościoła na mszę, że właśnie przygotowywali jej połączenie przez skype na komputerze by mogła uczestniczyć w liturgii. Zaczęliśmy rozmawiać, nie mając świadomości jak bardzo musiała cierpieć mama Pauliny ja starałem się argumentami przekonywać ją, że uczestniczenie na ślubie osobiście jest jak najbardziej realne i możliwe.

To tylko chwila rozmowy, na jej twarzy pojawił się uśmiech kiedy powiedziałem, że moja córka ma tak samo na imię. Wymieniliśmy kilka zdań, serdecznie, szczerze, uczciwie. Jeśli dzięki temu, dzięki mojej rozmowie choć było by to 1% na plus tego, że mama Pauliny zdecydowała się ostatkiem sił na uczestniczenie w liturgii mszy św. w kościele to nie żałuję utraconych zdjęć z powitania się Pauliny z Grzegorzem.

Realizując reportaż muszę również podejmować ryzykowne decyzje, nie zawsze znam dalszy bieg wydarzeń i nie mogę wszystkiego przewidzieć.

Pani Alicja była i uczestniczyła w eucharystii wciąż wpatrzona w dwoje nowożeńców.

Być może nieco nostalgicznie i smutno się zrobiło. Niemniej jednak, pani Alicja była cichym bohaterem tego dnia.

Mieliśmy zaplanowany plener zdjęciowy w poniedziałek. Miejsce niedaleko odległe od Krakowa czyli Zakrzówek.

Sesja zdjęciowa na Zakrzówku

Zaczęliśmy pracę już od godzin porannych. Miejsce dla mnie całkowicie nowe i jakże urokliwe.

Paulina wciąż dbała o jedno, by telefon był w niedalekiej odległości od nich. Kwestia to była dość istotna, chodziło o kontakt gdyby mama Pauliny poczuła się gorzej.

Pracowaliśmy dość sprawnie, oni z uśmiechami na ustach dzielnie znosili trudy sesji zdjęciowej i dużej ilości ruchu.

Na koniec zdjęć pozwolili się namówić do wejścia do wody w połowie października. Wierzyłem, że to jest możliwe a zdjęcia wiedziałem, że są tego warte.

Po zakończonej sesji ja udałem się w drogę powrotną do domu, choć jakoś dziwnie nawet żona nie dowiadywała się kiedy wrócę. Może nie chciała mi przeszkadzać, może nie miała czasu zapytać choć przecież nie było mnie już od piątku niemal bo wyjeżdżałem w sobotę o 2 rano, wracałem po północy w poniedziałek.

Powiem Wam szczerze, takie zlecenia bywają tak samo bardzo ważne i emocjonalnie trudne, jak bywają też bardzo ciekawe w kwestii pewnych kolejnych doświadczeń. Pani Alicja pokazała mi, jak mocno można kochać, czego nigdy nie traktowałem również powierzchownie.

Jej miłość do córki pozwoliła jej na ogromny wysiłek w dniu jej ślubu, pozwoliła jej na wytrwanie nawet i do dnia sesji, byśmy mogli ją zakończyć a był przecież pomysł, by ją odwołać z uwagi na zdrowie mamy.
Pod koniec tygodnia dostałem prośbę od Grzegorza, bym wysłał im zdjęcia mamy Pauliny. Pani Alicja umarła ale w mojej pamięci pozostała już na zawsze.

Zapraszam do obejrzenia materiału, dużej odsłony tak z reportażu jak i z sesji zdjęciowej na Zakrzówku.


brak komentarzy
Komentarz

Twój adres e-mail nigdzie nie będzie publikowany. Pola oznaczone są wymagane *

Ostatnie wpisy