BEZSENNA – dokument fotograficzny, piekarnia Zofia Kobus Garwolin

Dokument fotograficzny

Dzisiejszego dnia, chciał bym Was zaprosić do niecodziennego spędzenia 10 minut swojego życia.

Fotografowanie ślubów spowodowane było moją pasją, pasją która nadal jest żywa w tym jak widzę i postrzegam otaczający mnie świat. Wrażliwość i sposób widzenia podczas mojej pracy to etapy mojego życia, tego skąd pochodzę, kim jestem również jako fotograf ślubny.
Tym razem chodziło o zachowanie tego, co już niespotykane.

Tematem jaki chciałem podjąć była charyzmatyczna osoba pani Zosi. Prowadzi piekarnię, piekarnię gdzie powstaje chleb jaki pamiętam w smaku własnie z moich najmłodszych lat. Kiedyś co prawda do innej piekarni jeździłem rowerem 6 km by kupić chleb, jeździłem co 2 dzień wraz z moim bratem. Niemal 4 lata temu odkryłem, że piekarnia pani Zosi, która pamiętam z czasów liceum nadal funkcjonuje. Chleb oczywiście smakuje tak jak i ten sprzed 30 lat.
To nie jest jednak opowieść o powstawaniu chleba, to dla mnie opowieść o człowieku, osobie dźwigającej ciężar zobowiązań dla swoich klientów niemal jako powołanie. Tak właśnie postrzegam i ja swoją pracę. Powołanie i zobowiązanie do wykonania swoich zobowiązań jak najlepiej.

Poznajcie historię Zofii, która z wyboru wykonuje zawód piekarza.

Zapraszam do dwóch form prezentacji materiału: pierwsza to oczywiście poniżej zamieszczone zdjęcia, druga to chwila na oglądaniu prezentacji tych zdjęć wraz z muzyką które będąc fotograf ślubny również wykonuję i dla swoich klientów choć w nieco innej formie.

Zachęcam do pozostawienia śladu Waszych spostrzeżeń w formie komentarzy.

 

Edit.

Kiedy opublikowałem ten wpis jego link ukazał się na prowadzonym przeze mnie fanpage na facebooku.

Przez jedną z zamieszczających komentarze osób został przytoczony wiersz Leopolda Staffa, którego strofy idealnie pasują do tego wpisu i zamieszczonych zdjęć:

CHLEB

Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta,

Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży,

Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży

Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta.

Gdy, wedle doświadczenia niechybnych probierzy,

Nazajutrz ugniot miary właściwej dorasta,

Pierzyną ciepłą kryje pulchne ciało ciasta,

Kędy cierpliwie pory wypieku doleży.

I uklepawszy w płaskie półkule miąższ miękki,

W gorący piec je wsuwa na długiej kociubie,

Skąd roztaczając zapach kuszący i miły

Wychodzą wnet pożywne, razowe bochenki,

Brunatne i okrągłe – ku piekarki chlubie –

Jak widnokrąg zoranych pól, co chleb zrodziły.

Leopold Staff

 

…chleba naszego daj nam…

Komentarz

Twój adres e-mail nigdzie nie będzie publikowany. Pola oznaczone są wymagane *

Ostatnie wpisy